your movie guide

Twój progres

0%

Oceniłeś 0/15 filmów. Oceń 15 więcej & sprawdź co obejrzeć dziś wieczorem!

Kino u wód: Zwierzęta nocy

Kobieta wyskakuje przez okno, ale jej ciało nie leży na ziemi. Małżonkom śnią się bliźniacze sny, koty zaczynają mówić, a w pamięci bohaterów powstają kolejne luki. To Zwierzęta, najnowszy film Grega Zglińskiego.

Autor ciepło odebranego realistycznego Wymyku tym razem postanowił wybrać się na wycieczkę po głębiach umysłu. Już pierwsza scena jest surrealistyczna i przygotowuje widzów na to, że zasadą organizującą ten film będzie logika marzenia sennego. Po pierwszej sekwencji przez kilkanaście minut wszystko wydaje się w porządku. Małżeństwo przeprowadza się do Szwajcarii, gdzie mężczyzna ma nową pracę. Dość enigmatyczną, jeździ po okolicy i zbiera lokalne przepisy kulinarne. Kobieta, autorka książek dla dzieci, pracuje nad nową powieścią. Przed wyjazdem zatrudniają kobietę, która ma opiekować się ich domem. Już w czasie podróży świat zaczyna się rozpadać, oboje mają podobny sen o porwaniu z samochodu, w którym śpią. Kiedy dojeżdżają na miejsce okazuje się, że dom ma podobny układ, jak ten, który opuścili i znajduje się w nim jeden zamknięty pokój.

Niedostępne pomieszczenie to banalna freudowska figura, która nieco zbyt wcześnie tłumaczy niemal wszystko. Na szczęście Zwierzęta od innych filmów, w którym świat przedstawiony zdeformowany został zaburzoną percepcją bohatera, odróżnia to, że do końca nie wiadomo czyje szaleństwo obserwujemy. Bohaterów jest troje i rzadko wszyscy są w tym samym miejscu. Przez to gra w kinowe wariactwo staje się coraz bardziej ekscytujące.

Zgliński długo nie podbija swojego filmu elementami fantastycznymi. Do budowania napięcia wystarczają sprzeczności, które niepokoją bohaterów. Z czasem pojawia się odrobina fantastyki, ale bardzo onirycznej. Zwierzęta zapożyczają się u kina gatunków, jednak wciąż zachowują autorski rys. Mocny kościec psychoanalityczny obudowany został motywami wziętymi z kina grozy. Ta strategia sprawdza się znakomicie, zwłaszcza w porównaniu z większością przewidywalnie nużących festiwalowych produkcji. Niewielu potrafi sobie pozwolić na rozpad świata przedstawionego bez zniszczenia filmu.

Zgliński potrafi zrobić dobry film, choć kręci rzadko (nie licząc seriali). Jego "Cała zima bez ognia" to również mocny seans. Polecam.

.

PS Ciekawe, że zagrała u niego Birgit Minichmayr; swoją drogą, znakomita aktorka, której kariera po sukcesie w filmie "Wszyscy inni" Maren Ade - świadomie czy nie - nie nabrała wielkiego rozpędu. Nie ma propozycji odpowiadających jej emploi czy może sama nie jest gotowa na większe wyzwania i woli takie dość kameralne projekty, trudno mi powiedzieć...

.

Zaloguj się aby skomentować lub połącz przez Dołącz przez Facebook