Profil użytkownika inheracil

Fourteen (2019)

Mój "ulubiony" gatunek, czyli amerykańskie niezależne mamrotanie. Rozpisana na wiele lat historia o dwóch przyjaciółkach może i sama w sobie się broni, jednak nieatrakcyjna forma wcale jej nie pomaga. "Fourteen" do tego stopnia celebruje zwyczajność, że aż samo staje się przeraźliwie nudne.

Vox Lux (2018)

Brady Corbet przez dwie trzecie filmu bawi się w sobowtóra Larsa von Triera. Szkoda, że bierze z twórczości tego reżysera jedynie to, co denerwujące. No a potem następuje wielki finał, który zdecydowanie przerósł możliwości techniczne ekipy, co dodaje "Vox Lux" niespodziewane humorystyczne zabarwienie. Pod koniec bawiłem się świetnie, ale na pewno to nie był dobry film.

Der Goldene Handschuh (2019)

Tak muszą się czuć obcokrajowcy oglądający Smarzowskiego. Pełnometrażowy festiwal obrzydliwości. Czy stoi za tym coś więcej? Tylko jeżeli włączyć maszynę interpretacyjną na wyższe obroty, ale tym razem Akin nie zachęcił mnie bym to zrobił. [69. Berlinale, Konkurs Główny]

A Portuguesa (2018)

Pomysł na wyciszone, teatralne kino historyczne (nieco przypominające telewizyjne dokonania Roberto Rosselliniego) jest szlachetny. Szkoda, że ascetyczna forma nie została tu doprowadzona do ekstremum, jak robi to Eugene Green, przez co A Portuguesa wygląda jak biedniejsza wersja kostiumowego widowiska. Do tego należy dodać ponad dwugodzinny czas trwania i niestety można się zaziewać. [69. Berlinale, Forum]

To thávma tis thálassas ton Sargassón (2019)

Syllas Tzoumerkas kilka lat temu zachwycił niezwykłym "Płomieniem". Filmem nakręconym z fantastyczną dezynwolturą. W kolejnej produkcji ta swoboda już irytuje. W sargassowym barszczu znalazło się po prostu za dużo grzybów. Kilka z nich ma jednak nietypowy smak, który trzeba sytuować gdzieś między twórczością Gomesa, a artystycznym horrorem. Wątki kryminalny i obyczajowy są niestety rozgotowane i nic tu nie pomoże świetna Angeliki Papoulia jako wkurzona (prawdziwie po polsku) inspektor Kochanowski. [69. Berlinale, Panorama]

Green Book (2018)

Najgorszy rodzaj filmu, czyli ciepłe, przyjemne kino do puszczania w familijnym paśmie. Oglądając "Green Book" nieuważnie, wychodząc po herbatę i jakieś przekąski, można nie zauważyć, że scenariusz ledwo się trzyma. W kinie za to doskonale widać jak ten napisany na kolanie film nie rozpada się jedynie dzięki charyzmie aktorów. Trzeba jednak powiedzieć, że zdecydowanie nie są to ich najlepsze role i nie jest to tak doskonały tandem jak w, podobnych tematycznie, francuskich "Nietykalnych".

Roma (2018)

Tytułowa Roma odnosi się nie tylko do dzielnicy miasta Meksyk, ale też do filmowego świata, z którego Cuaron czerpie pełnymi garściami. Reżyser Grawitacji miksuje w swoim najnowszym filmie motywy znane z obrazów włoskich mistrzów lat 60. Niektóre ujęcia wyglądają, jakby je ukradł Antonioniemu czy Pasoliniemu. Można (Mamie) Romie zarzucać brak rewolucyjnej czujności (służąca-święta w mikroraju klasy średniej), ale za odświeżenie modernistycznej estetyki (i to nie w sześciu godzinach jak u pana Diaza) należy się jej szacunek.

1983 (2018)

Jako historia alternatywna to sromotna porażka. Świat przedstawiony jest niespójny i wymaga ogromnych pokładów dobrej woli, aby móc w niego uwierzyć. Patrząc na "1983" jak na serial kryminalny jest nieco lepiej. Nie są to żadne gatunkowe fajerwerki, a tylko, i aż, sprawnie wyreżyserowany średniogłupi akcyjniak. Można w tym netfliksowym dziecku dopatrzyć się wielu pozytywów, ale żaden jego aspekt nie został doprowadzony do perfekcji. Aktorstwo jest nierówne, a nawet momentami świetna scenografia czasami kuleje (koronny dowód to Most Poniatowskiego, który jest i Warszawą i Szczecinem).

X - WyXreśleni (2018)

Wizualnie to jeden z najciekawszych filmów roku. Jazdy kamery, odwrócenie obrazu, zabawy ostrością. Żadnych przypadków, wszystko doskonale przemyślane i wyegzekwowane. Szkoda, że emocje są tu jak na grzybobraniu, co w dreszczowcu nieco razi. Scenariusz nie jest głupi, ale ślimacze tempo kładzie ten film.

Sorry Angel (2018)

Przeraźliwy brak ekonomii narracyjnej. Poza czołówką, nawiasem mówiąc to najlepsza część filmu, próżno szukać tu dynamizmu. Całość może by się broniła rolami de Ladonchampsa i Lacoste, ale reżyser zrobił co mógł aby zanudzić widownię. Na plus konsekwentnie utrzymywana stonowana kolorystyka.

Zemsta (1989)

Kiedy Związek Radziecki zaczął chylić się ku upadkowi na peryferiach imperium zaczęło się dziać wyjątkowo dużo. Powracają milczący z konieczności mistrzowie - w 1985 w chwale wraca Paradżanow, w 1988 Kira Muratowa pokazuje w Cannes przetrzymywane przez cenzurę przez 5 lat "Wśród szarych kamieni" - jednak wyłaniają się też nowe postaci i zjawiska. Takim na pewno jest filmowe ożywienie w Kazachstanie. "Zemsta" to jeden z obrazów fundujących kazachską nową falę i jako taki jest bardzo nietypowy. Yermek Shinarbayev nie oglądał się na europejskie nowe fale i zamiast kręcić film możliwie jak najbardziej współczesny (taki będzie np. trzy lata późniejszy "Kairat" Omirbayewa) sięga po kino historyczne. Nie ma w Zemście jednak śladu radzieckiego dydaktyzmu. Jest za to niemal mitologiczna opowieść o zemście, która ma przywrócić porządek świata. To znakomicie nakręcony, poprowadzony żelazną ręką film patrzący w stronę Japonii, ale od inspiracji Kurosawą można stać się tylko lepszym.

Maynila: Sa mga kuko ng liwanag (1975)

Klasyk filipińskiego kina. Świetny dramat społeczny z bardzo plastycznie pokazanym światem biednych mieszkańców Manili. Do tego nienachalny wątek miłosny i ekspresjonistyczne wstawki przełamujące realizm. Pozytywne zaskoczenie.

Avengers: Wojna bez granic (2018)

Nowe Horyzonty się skończyły, więc czas na taplanie się w trochę innym błocie. Najnowsi Avengersi są zaskakująco strawni. Na pewno nie psują ich te wszystkie łzawe backstory, które zapychały poprzednie filmy Marvela. Wyciąłbym co prawda Strażników Galaktyki, bo z każdą kolejną produkcją stają się coraz mniej śmieszni. No i temu złodupcowi przydałaby się jakaś sensowniejsza motywacja - nie widzę jak jego ostateczne rozwiązanie ma zadziałać.

L'époque (2018)

Takie "Wszystkie nieprzespane noce", ale z polityczną wkładką. Niestety to ofiara zbyt wielkich ambicji. Jeżeli w pełnometrażowym debiucie reżyser próbuje uchwycić ducha czasów i nawet tego nie ukrywa, to zwykle efekt nie jest najlepszy. Zeitgeist to zbyt cwana bestia, aby tak łatwo dała się złapać. [Locarno, Cineasti del presente]

Un pas în urma serafimilor (2017)

Wydawało się, że film o seminarzystach to jeszcze gorszy pomysł niż thriller o harcerzach (cieplutko pozdrawiam "Czuwaj"), jednak okazało się, że to obraz więcej niż oglądalny. Również dlatego, że bezczelnie zdradza rumuński styl narodowy z jego umiłowaniem do realizmu. Seminarium duchowne w "Un pas în urma serafimilor" jest w takim samym stopniu charakteryzowanym bohaterem zbiorowym, co metaforą rumuńskiego społeczeństwa. Ciekawy pomysł, aktorzy dają z siebie wszystko, przydałoby się trochę więcej pracy na stole montażowym - dwie i pół godziny to trochę za dużo.

Zimna wojna (2018)

Wyjątkowo nieudany melodramat, ale pod wieloma względami spełniony film. Znakomity w początkowych etnograficznych partiach, intrygująco gęsty w pokazywaniu powojennej rzeczywistości. Później, im dalej w romans, wytraca energię i z "Dwóch serduszek" pozostaje jedynie "łojojoj".

Genesis 2.0 (2018)

Genesis 2.0 łączy dwa wątki - jakuckich poszukiwaczy mamucich kości i naukowców pracujących nad budową nowego lepszego świata dzięki bioinżynierii. O ile oba wątki są ciekawe (ale mam wrażenie, że więcej zrozumienia twórcy mieli dla łowców kłów), to ich połączenie już raczej nie. Operowanie na tonach nowej Księgi Rodzaju trochę mnie odrzuciło, a trochę uśpiło. Na pewno jest w tym filmie mnóstwo niezwykłych, unikatowych obrazów, ale sposób ich uporządkowania pozostawia trochę do życzenia.

Człowieczeństwo i papierowe ozdoby (1937)

Sadao Yamanaka wyprzedził nie tylko filmy o roninach (te najsłynniejsze pochodzą z lat 50.), ale i charakterystyczną dla japońskiej nowej fali krytykę społeczną w gatunkowym kostiumie. Formalnie "Człowieczeństwo i papierowe ozdoby" nie otwierały żadnego nowego rozdziału w kinie, jednak zostały zrealizowane z dbałością o warstwę wizualną. Ujęcia są statyczne, ale starannie skomponowane. Yamanaka umiejętnie opowiada obrazem, nie lekceważy siły słowa, ale jej nie nadużywa. Wielka szkoda, że z całego dorobku tego filmowca przetrwały jedynie trzy filmy.

Czwarta władza (2017)

Alternatywny tytuł "Dawać Oscary". Fabularna nuda, zero oryginalności. Aktorstwo i reżyseria taka sama jak zwykle. Nawet zdjęcia wyglądają tak, jakby Kamińskiemu już się nie chciało.

Ein Gespenst geht um in Europa (2013)

Widmo komunizmu wyszło z obrazu Malewicza i krąży po Berlinie. Debiut Juliana Radlmaiera. Film pełen dobrze skomponowanych kadrów, ale dużo mniej w nim humoru niż w późniejszej "Samokrytyce burżuazyjnego psa". Widać inspiracje Wesem Andersonem i Hongiem Sang-soo.